LuKas - moja witryna w sieci 

moje wycieczki... rowerem wszędzie... 

 pasja łączy, a nie dzieli!!!

Raciborski Rajd Dookoła Polski 2017

No i stało się :) nadszedł długowyczekiwany dzień, jadęęęęę znowu z ekipą RRR z czego cieszę się bardzo, byłem też na ich starcie w Raciborzu, TU można zobaczyć relację...

wspieramy też akcję Filipowych kilometrów...

Ruszamy dziewiątego z Rybnika i w obecności ja, Antek i Marek kręcimy do Katowic na pocią i dalej cugiem do Krakowa i Przemyśla...

no to jest chwila w cugu i czasu to cza coś tu wydudkać ;), wpadom na płyta rynku pierwszy, robie foto dla Filipowych kilometrów...

a zapomniałem o focie z usmięchniętym pyskiem wyjazdu :)

chwila po tym wpada Antek z Markiem i znowu fota dla Filipa...

jeszcze jedna dla WRŚ ;)

no i czas ruszać do Katowic na cug...

trasa leci, pogoda piękna, sakwy pełne i koło trocha woży, ale co tam dupać trza :)

jadymy...

no i po przejechaniu 50 km są my w Katowicach, mijomy się z intercity na drodze :)

no i dalej dworzec i kawusia, Pjoter coś do Cia ;)

no i w cugu, na początek fajno stuardesa, obsługująca Mareczka :)

po dwóch godzinach już w Krakowie i trzeba się przesiąść w kolejny cug do Przemyśla, na peronach zaczepia nas mile pan i zamieniamy kilka słówek...

heh :)

dalej perony...

a zapomniałem pokazać jakie fajowe mają przejście między peronami, jest pochylnia i w tunelu ścieżka rowerowa...

teraz lecimy do Przemyśla...

na miejscu po dołączeniu do grupy od razu nas poczęstowano kiełbaską z ogniska i fajnie przywitano, przygrywała głośna muzyka, Komandor rajdu Leszek zechciał przejechać się na rowerze Marka, nie było to łatwe :)

Komandorzy również wręczyli podziękowania organizatorom pobytu...

także pierwszy dzień rajzy za nami, co prawda większość trasy pociągiem, no ale jakoś do Przemyśla trzebabyło dojechać... 

Dzień rozpoczynamy wspólnym śniadaniem i o godzinie ósmej startujemy w kierunku Lubaczowa, jest nas dość sporo bo ponad 30 osób a rajd przewidywał max 25 uczestników, ale jakoś się ogarniamy, robimy wspólne foto z władzami wsi i gospodarzami...

pogada piękna, niestety czas mamy naciągnięty, bo o godzinie 13-tej musimy być 70 km dalej w Lubaczowie, gdzie czeka na nas Burmistrz miasta, więc kręcimy w upale i duchocie dość  mocno...początek trasy to trasa GreenVelo...

trasa przynajmniej tu wygląda pięknie, prowadzi przez wsie, pola...

bocianów pełno po trasie, i tylko dogaduszki z strony kolegów, Antka i Marka ty zaglądej synek, mono mo coś do cia tyn bociek ;)

Nyska ciągle w naszym towarzystie opakowana po brzegi sakwami w środku, spalanie 22 litry gazu Romek (kierowca) narzeka ;)

 kawałek dalej Nyska się męczy i łodpoczywo w krzokach :)

 po drodze robię jeszcze fotkę dla Filipowych kilometrów, ale bez koszulki niestety, żal było ją zakładać bo upał straszny...

do Lubaczowa wpadamy prawie punktualnie, a w zasadzie przed czasem trochę więc szybka kąpiel i potem spotkanie z Burmistrzem i poczęstunek...

po spotkaniu idziemy z Antkiem i Markiem na miasto, spotykamy znajomych i znowu fota musiała paść ;)

 a tu Beata jak strzela fotkę Świstakowi, kótry ma ich ciągle mało ;), Beata co za poświęcenie ;)

dzień zakończony dystansem 65 km, przy mega upale 35 stopni, niestety nie jestem z niego zadowolony z powodu pośpiechu w celu spotkania się z władzą miasta, no ale cóż taki to właśnie urok tego rajdu, on zobowiązuje. Po powrocie z rynku wieczorem jest msza Święta, na która zapraszają, ale ja nie idę buuaa :) idę natomiast po mszy na ognisko :)

 

Rano msza Św. w naszej intencji w kościelie w którym spaliśmy, msza obowiązkowa i startujemy do Hrubieszowa, znowu w biegu bo dystans to 115 km a czasu malo bo znowu władza czeka...

obowiązkowa wspólna fotka z księdzem i gospodarzami...

dziś też udało mi się znaleść sekiundę i zrobić foto na tle Nyski dla Filipowych kilometrów...

no ale w końcu ruszamy, ruszamy dość z kopyta bo do pokonania około 110 km i o 15-tej musimy być na miejscu w Hrubieszowie, pędzimy bez przerwy ponad 50 km aż do miejscowości Tomaszó Lubelski, gdzie zatrzymujemy się na chwilę przy Cerwi Prawosławnej...

chwila przerwy i pędzimy dalej, pędzimy tak że o mały włoś bym fotki z radaru nie miał ;)

zapierniczamy, aż flagi porywa...

po drodze piękne miejscowości co do nazw :) 

lekki podjazd, co niektórzy na widok tego znaku od razu zeszli z roweru ;)

a tu prawie jak zagrabanicą ;)

10 km przed Hrubieszowem czeka na nas już Policja, któa konwojuje nas do samego miasta...

cała droga nasza ;)

ronda też ;)

na prowadzeniu peletonu sam Komandor Rajdu Leszek i gospodarz Burmistrz miasta...

foto grupowe przed Domem Kultury w Hrubieszowie...

zostaliśmy też zaproszeni przez Stoważyszenie trzeźwościowe na kawę gdzie zostaly też wręczone podziękowania od Komandorów za gościnność...

zostaliśmy również zaproszeni na Mszę Świętą w naszej intencji w Kościele...

heh najkepsze było w drodze powrotnej na nocleg, tuż obok Browarku... no ale cóż ;)

 także dzionek bardzo udany, ale też i MEGA zagospodarowany sam się dziwie kiedy zdążyłem zrobić tą relację...

No i nastał kolejny dzionek, startujemy o godzinie 8:30 z miejsca noclegowego i udajemy się na uroczyste pożegnanie z władzami miasta, po drodze orzy okazji odwiedzam piękną Cerkiew z 19-ma wieżyczkami jedyna taka w Europie podobno...

chwilę po tym zjawiają się władze miasta i obowiązkowo foto ;)

Państwo poniżej otrzymują od władz prezent na swoją 40-tą rocznicę ślubu, mąż zabrał żonę w rajze dookołą Polski, szacunek wielki :)

no i lecimy do Chełma, dystans nie za duży do pokonania bo jakieś 60 km, ale pod wiatr i niestety główną drogą w przeważającej części, gdzie mnie to wykończyło na maxa...jakieś 10 km przed docierają do nas z naprzeciwka rowerzyści z miasta pod nazwą...

bardzo miłe przywitanie, od razu padłą wspólna fotka...

i zabrali nas nieopodal do starego młynu...piękne miejsce teraz już w prywatnyh rękach i dlatego chyba jest w tak dobrym stanie...

do miasta jakieś 7 km, gdzie docieramy już w obstawie Policji i jedziemy jak szlachta, cała droga nasza i nikt nie podskoczy ;)

heh :)

chwile po tym wpadamy do miasta, gdzie wbrew moim oczekiwaniom jest całkiem spore i ma czym się pochwalić...

jestem, jesteśmy już zmęczeni i każdy miał nadzieję udać się na zakwaterowanie i kąpiel, heh a tu zaproszono nas, a w zasadzie dla nas zorganizowano coś w stylu masy krytycznej w tutejszymi rowerzystami, było super znowu droga nasza ;)

ale najlepsze było na końcu masy, zaprowadzono nas nad jeziorko, gdzie była możłiwo kąpiel buuuaaaa, ale się działo!!! :)

nie mogło też zabraknąć flagi WRŚ, żądziła i miała swoją chwilę ;)

super dzionek, ale znowu na maxa zagospodarowany i wszystko w pośpiechu, ale i tak jest GIT, po kąpieli udajemy się na imprezę wieczorną i mitting AA i tym sposobem dzionek zakańczamy o godzinie 21-szej

Dzień zapowiadający się deszczowo, ale jak narazie jest OK, śniadanko rano, jest trochę czasu do wyjazdu więc robimy fotki w koszulkach WRŚ wraz z Komandorem Leszkiem

jest i Nyska :) Dyzio to dla Ciebie Prezesie :)

jest też fotka w koszulce Filipowych kilometrów, do tego z samym Komandorem ze specjalną dedykacją dla Filia :)

no i fota całości ekipy...

jedzimy... ale czarne chmury gonią nieubłagalnie niestety...

chwila przerwy ale trzeba jechać...

tam wystraszony, no ale już tłumaczę czemu ;)

prawie mnie zjadł ;) jedziemy proste w piekło...

no i dopadło nas niestety, na szczęście dziś do pokonania tylko 40 km więc jest OK, pada mocno i zatrzymujemy się w punkcie dla rowerzystów na trasie GreenVelo

miejsce to leży dokłądnie na przeciw Sołtysa który to rozpala nam ognisko i wprawia w dobry humor, do celu mamy jeszcze parę kilometrów niestety dalej w deszcze, no cóż...dzień zakończony śmiesznym dystansem, ąz wstyd go tu opubliczniać, ale w tym rajdzie nie o km chodzi...

Na mijescu w Woli Uhruskiem mamy obiad i spotkanie z Burmistrzem, któy to opowiada nam i okolicy, potem udjemy się do schroniska na nocleg...

 

Kolejny dzień dziś pogoda dopisuje i też dystans do przejechania dłuższy bo ponad 130 km, na start pamiątkowe foto przed schroniskiem gdzie spaliśmy...dodam że wstaliśmy o godzinie 4 rano i start w trasę o godzinie 6:00

jak już wspomniałem pogoda super, może trochę za mocny wiatr, ale dajemy radę, jazda długa przed nami, jedziemy razem, przed miastem Włodawa odbijam ja Marek i Antek na tróstyk granic Białorusiu, Ukrainy i Polski, dojazd do niego był dość trudny, leśna polna droga do tego mokra i duże kałuże, no ale dojechaliśmy i tym samym mam zaliczony 4 trójstyk w Polsce...

fotka z rowerem...

no i grupowe z flagą WRŚ :)

z trójstyku pomykamy szybko do Włodawy gdzie miałem nadzieję dogodnić grupę, no ale nie udało się, uciekli, zatrzymujemy się chwilę na rynku gdzie podbijam książeczkę z piękną pieczątką trójstyku i gonimy dalej grupę, jedziemy w kierunku miejscowości Hanna, tam nasz koleżanka Beata kończy swój rajd i ugaszcza nas u swojej rodziny, dzięki Ci za to Beata było to super i szkoda że dalej nie jedziesz już z nami...a zapomniałem dodać że Beatka ma dwie siostry, od razu robimy wspólne foto ;)

cęstujemy się swojskimi ciastami i pączkami, jeszcze raz dzięki Beata za to było super, na koniec wspólne foto z jej rodzinką...

miłe spotkanie zakończone więc lecimy dalej, wpadamy do miejscowości Romanów przy Muzeum Józefa Kraszewskiego

pomnik Kraszewskiego w Parku...

z Muzeum wyniosłem obowiązkowo pieczęć i zostawiłem w kronice swój wpis z moją pieczęcią ;)

z tego miejsca kręciliśmy już bezpośrednio do Białej Podlaski, gdzie zatrzymujemy sie w Klubie Abstynenta...

nocleg i zakwaterowanie mamy przewidziany w miejscowości Leśna Podlaska, gdzie z koleji bardzo efektownie witają nas Zakonnicy Klasztoru dzwonami bijącymi na całą wieś, efekt nie do opisania...śpimy właśnie u Nich dodam że jest to teren Bazyliki Św. Piotra i Pawła, Bazylika jest wpisana w PTTK

Jak to bywa w tym rajdzie zostaliśmy bardzo obficie ugoszczeni przez gospodarzy, jutro rano odbędzie się Msza Święta w naszej intencji, specjalnie dla nas, dziś jeszcze siedzimy i bierzemy udział w mittingu... 

Po przespanej nocy w warunkach bardzo wygodnych bo na łóżkach do tego w Klasztorze w Świętym miejscu i odprawieniu porannej Mszy w naszej intencji o godzinie 7 zero, robimy foto z księdzem i lecimyyy... 

ostatnie spojrzenie jeszcze na Bazylikę...

lecimy z piękną pogodą do miejscowości Mielnik, gdzie przeprawiamy się promem przez rzekę Bug...

na promie nie zabrakło też flagi WRŚ ;)

dalej lecimy do kopalni kredy w Mielniku...

Mareczek w obiektywie ;)

kolejny przystanek to Grabarka, kościół Prawosławny w mnóstwem krzyży wokoło...

\

wspomniane krzyże...

w kościele tym nie można wchodzić w krókich ubraniach i robić zdjęć, no ale jakoś mi się udało jedno zrobić, akurat w momencie jak zakonnica sprząta ;). ok kościółek zwiedzony no to lecimy dalej do Siemiartcz gdzie mamy nocleg, droga prowadzi przez piękne wioski, widać że niedawno przeszła zawierucha...

aaa zapomniałęm dodać, że w Grabarce, koło kościoła płynine strumyk w którym podobno można uleczyć to i owo ;) no więc się mocze i ja, z nadzieją że się mi poprawi, a czy tak będzie to żona stwierdzi po jakimś czasie ;)

dziś pokonaliśmy znowu mały dystans bo niecałe 60 km, ale za to sporo zwiedziliśmy, wpadamy do Siemiatycz o godzinie 13:30 gdzie zostajemy zaproszeni na obiad w klubie AA i potem udaję się na zwiedzanie miasteczka...

na pierwszy plan Zespół Klasztorny...

koszulki Filipowych kilometrów też nie zabrakło w Siemiatycach...

kolejne miejsce to Stara zabytkowa Cerkiew Prawosławna

potem przyszedł czas na mujnię i mały serwis :)

odwiedziliśy też nowo wybudowaną Cerkiew Prawosławną, efekt wizualny dla mnie super jak z zewnątrz tak i wewnątrz, zresztą ocencie sami...

w środku...

no to jak fotki to i ja też na tle Cerkwi :)

także dzisiejszy dzionek dla mnie super zagospodarowany, odległość pokonana nie powala na kolana, ale jak już to pisałem nie tylko o kilometry chodzi, a odległosć dzisiejsza to dokłądnie 66.66 km heh to specjalnie dla Diablo :) - pozdro gościu i powodzenia w trasie z Wrocławia, a i dla Pjotra też...

Dzień rozpoczynamy znowu dość szybko bo o 5-tej pobudka i jazda godzina 6 zero, co pokonania ponad 100 km, cel Białystok, standartowo pamiątkowe foto... 

i lecimy, niestety większość trasy to główna droga, ale że niedziela to ruch umiarkowany chodź wariatów za kierownicą nie zabrakło tirów również, kręcimy i kręcimy, jakoś ostatnio dużo szóstek na licznikach i drodze :) to z dedykacją dla Dioboła :)

wpadamy do miejscowości Bielsk Podlaski gdzie udajemy się do Klubu na poczęstunek, zostaliśmy zaproszeni...

fota grupowa...

spotkanie udane ale czas lecieć dalej więc kręcimy przed nami jeszcze 50 km do pokonania...

godzina 13:30 wpadamy do Białegostoku gdzie czeka na nas Policja która prowadzi nas w mocnej obstawie głównymi dorgami przez 15 km, było to bardzo fajne przeżycie, cała droga nasza, światłą, skrzyżowania, ronda nic nas nie interesowała droga była nasza ;)

Niestety to już jest mój (nasz koniec rajdu) plan był taki aby jeszcze z nimi kręcić, ale niestety problemyy rodzinne kolegi nasze plany zmodifikowały i jutro wracamy do domu, bilety już zakupione i THE END :(

pieczątka z rajdu:

   

   

  

  

  

  

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

Design by: www.diablodesign.eu